WYSTAWY » Nowy Świat - Michał Wasążnik

Michał Wasążnik Nowy Świat

Wernisaż: 28 marca 2014, godz. 19.05

Wystawa czynna: 28 marca – 4 maja 2014

Kurator: Robert Jarosz

 

W 1990 roku mieszkający w Oslo fotograf Michał Wasążnik po raz pierwszy odwiedził Polskę po czterech latach emigracji. Powracał tu kilkakrotnie, aby stworzyć autorską panoramę polskiej transformacji gospodarczej.

Dokumentując przemiany zachodzące w kraju we wczesnych latach 90., Wasążnik nie zachwyca się kapitalizmem i rezygnuje z efektownych, ikonicznych ujęć. Wchodzi głęboko w tkankę społeczną. Pół tysiąca kadrów jego autorstwa, ukazujących początki rodzimego kapitalizmu, to materiał na antyprzewodnik turystyczny.

Warszawę, Wrocław, Poznań i Szczecin z okresu narodzin społeczeństwa obywatelskiego wypełnia „polski syf”. Transformacyjne fotografie Wasążnika ukazują syf jako kategorię estetyczną, której trwałymi cechami są kałuże, błoto z koleinami, krzywe, popękane chodniki, jezdnie i krawężniki oraz kraty i ślady po zdartych plakatach. Zniszczona fasada warszawskiego hotelu Bristol wiernie oddaje stan polskiej gospodarki po wyjściu z komunizmu. Trzecia Rzeczpospolita nie jest całkowicie niepodległa. Wasążnik dyskretnie akcentuje parę spacerujących przy dworcu w Szczecinie żołnierzy radzieckich stacjonujących w Polsce, sołdackie czapki na bazarze oraz napis na asfalcie „Ruskie czołgi do Wołgi”. Polskie społeczeństwo AD 1990 w obiektywie Wasążnika jest jeszcze homogeniczne, lecz biedni przybysze z Rumuni są już forpocztą Wietnamczyków, którzy wkrótce wypełnią bazary i otworzą swe bary, zmieniając nawyki kulinarne między Odrą a Bugiem.

Na fotografiach Wasążnika ludzie się nie uśmiechają. Firmowym znakiem Polek i Polaków jest podkowa ust opuszczona w dół. Wyjątkiem jest Jan Paweł II na baloniku, ale on mieszka w Watykanie. Heroiczny czas handlu ulicznego jest pozbawiony entuzjazmu, a smutni ludzie oblegają sklepy i uliczne stoiska, płacąc po 9 tysięcy 650 złotych za dolara, 6 i pół tysiąca za ćwierć kilo rodzynek czy 12 tysięcy za puszkę brzoskwiń. Czteroletni Opel Omega kosztuje 138 milionów, bo Polacy pierwszy raz po II wojnie światowej masowo kupują samochody. Plan Balcerowicza już działa, szokowa terapia gospodarcza też. Mechanizmy ekonomiczne stawiają kraj na nogi, lecz jego mieszkańcy często są ofiarami brutalnej odmiany kapitalizmu.

Tłum szarych ludzi sporadycznie kontrapunktują barwni przedstawiciele punkowej, a jakże, subkultury. Oto Ludomir wciela się w „chlubę narodu polskiego”, a Robert Tyc w kolonialnym nakryciu głowy testuje możliwości nowego systemu, przyjmując bieda-poczęstunek od ministra pracy Jacka Kuronia. Bohaterowie zbiorowej wyobraźni pojawiają się na szybach i murach, bo Wałęsa, Mazowiecki i Tymiński ścigają się o fotel prezydencki. Kampanie polityczne i atrybuty wkraczającego szerokim nurtem kapitalizmu kształtują obraz polskiej ulicy. Napisy atakują ze wszystkich stron. W obiektywie Wasążnika slogany „Wybór jest prosty”, „Dziś chodzi o Polskę”, „Siła spokoju” ironicznie wołają z plakatów i billboardów. Reklamy są wszędzie i po PRL-owskim poście zachęcają do nabycia dostępnych w końcu towarów. Polacy wreszcie mogą kupować mięso, a Moda Polska, E. Wedel czy – wieńczący Pałac Kultury w Warszawie – Digital konkurują z Hugo Bossem, Hitachi, Benettonem, Pumą, Sony i Boschem. Sklep z „odnawialną odzieżą z USA” subtelnie unika nazwy „używana”, torując drogę gangrenie lumpeksów i szmateksów. Język angielski naciera na Rzeczpospolitą: casino wypiera kasyno, a Batman TV sprzedaje zachodnie telewizory. Seks otwarcie wchodzi w społeczeństwo o chłopsko-katolickiej proweniencji – pojawia się Playboy, Ami i sex shopy, a w nich dmuchane lale dla panów za 650 tysięcy złotych.

Handel, polityka, konsumpcja, seks i bieda budują niewesoły obraz świata polskiej transformacji według Michała Wasążnika. Stan przejściowy między PRL-em a kapitalizmem ilustruje hasło „Tego wyboru będziemy żałować”, które zdaje się być klątwą rzuconą na państwo niekończących się wyborów prezydenckich, parlamentarnych i samorządowych oraz społeczeństwo, od którego władza odwróciła się plecami.

Tekst: Robert Jarosz